W branży paliw stałych stare giełdowe porzekadło „kupuj, gdy inni sprzedają” sprawdza się idealnie, choć w nieco zmienionej formie: „kupuj, gdy za oknem świeci słońce”. Wielu właścicieli składów opału co roku popełnia ten sam błąd strategiczny – wstrzymują się z zamówieniami do pierwszych jesiennych chłodów, licząc na to, że ceny utrzymają się na stabilnym poziomie. Niestety, historia rynku biopaliw pokazuje, że taka strategia drastycznie obniża marżę handlową i generuje niepotrzebny stres logistyczny.
Dlaczego okres od kwietnia do czerwca to absolutnie najlepszy moment na zatowarowanie Twojego składu? Przede wszystkim decyduje o tym cykl produkcyjny tartaków i zakładów drzewnych. Wiosną i wczesnym latem branża budowlana i meblarska pracuje na najwyższych obrotach, co generuje ogromne ilości nadwyżkowej trociny. Jednocześnie popyt na cele grzewcze jest zerowy. To klasyczna nadpodaż surowca, która wymusza na producentach pelletu obniżenie cen – często nawet o 15% do 20% względem stawek zimowych. Kupując w tym „dołku”, automatycznie zwiększasz swój potencjalny zysk przy odsprzedaży w sezonie.
Drugim, często pomijanym aspektem, jest logistyka. W szczycie sezonu (październik–styczeń) dostępność aut typu plandeka/firanka spada drastycznie. Czas oczekiwania na transport wydłuża się z standardowych 2-3 dni do nawet 3 tygodni. Kierowcy stoją w kolejkach pod fabrykami, a spedycje podnoszą stawki frachtowe. Zamawiając towar latem, masz gwarancję, że 24 tony pelletu wjadą na Twój plac w ciągu 48 godzin, a Ty będziesz gotowy na pierwszą falę klientów, podczas gdy konkurencja będzie dopiero nerwowo szukać wolnych slotów załadunkowych. Pamiętaj też, że pellet produkowany i transportowany w suchych miesiącach letnich ma zazwyczaj najniższą wilgotność, co przekłada się na jego jakość i twardość. Nie bój się zamrozić kapitału latem – to inwestycja, która zwraca się z nawiązką przy pierwszej marży zimowej.
